Domowy Kościół Diecezji Łomżyńskiej

  • Zwiększ rozmiar czcionki
  • Domyślny  rozmiar czcionki
  • Zmniejsz rozmiar czcionki

„Kość z kości i ciało z ciała”

Email Drukuj

ROZMOWY W NAZARECIE VI

Jasnogórska Matko Kościoła,

ocal miłość i życie.

 

Rodzina, miejsce

Święte i uświęcające

„Kość z kości i ciało z ciała”

Weszliśmy w Nowy Rok pod opieką Bożej Rodzicielki – Matki Życia i Miłości. Nieustannie wołajmy : Jasnogórska Matko Kościoła ocal miłość i życie. Bez przerwy też spotykać się będziemy na rozmowach w Nazarecie, by rozważać powołanie rodziny do świętości.

Podążamy dalej drogą wyznaczoną przez natchnione teksty biblijne, które zawierają opisy stworzenia człowieka. Teksty te odsłaniają zamiary Boga Stwórcy, który wyznaczył mężczyźnie i kobiecie zadanie przekazywania życia i panowania nad ziemią. Wykonanie tego zadania w Imię Stwórcy czyni rodzinę miejscem świętym i uświęcającym. Rozmawiamy o Bożych decyzjach, szukamy szczegółowych wskazań na drogę uświęcenia rodzinnego.

Dziś zastanówmy się nad jedną prawdą: rodzina tworzy wspólnotę osób.

Wszędzie potrzebna jest jedność między ludźmi, ale najbardziej w rodzinie. Rodzina organizuje się, buduje się, powstaje z jedności osób, ze spotkania się dwojga ludzi. Powiedział na początku Stwórca: „…opuszcza mężczyzna ojca swego i matkę i łączy się z żoną tak, że oboje stają się jednym ciałem” (Rdz 2,24). Tak opisane jest powstanie pierwszej rodziny: są sobie równi – mężczyzna i niewiasta, są obrazem Boga. Aby nam tę prawdę było łatwiej rozumieć wyjaśnia inny fragment Pisma Świętego, że to „razem”, to „na obraz Boży”, wypełnia samotność człowieka. Druga osoba jest do niego podobna, druga osoba jest jak on, jak ten człowiek.

Na co dzień, w życiu naszym, nie zawsze łatwo przyjmujemy tę prawdę, są nawet stałe targi: kto ważniejszy, czy mężczyzna czy kobieta. Kto lepiej myśli, kto lepiej organizuje, kto lepiej pracuje? Bywają takie przetargi. Tak było też w dawnych czasach i dlatego w pierwszym katechizmie zapisanym w Piśmie Świętym, gdzie chciał Duch Święty nauczyć nas tego najbliższego zjednoczenia dwóch osób, najpierw opisał w sposób obrazowy powstanie mężczyzny i kobiety. Zaczerpnął, tak jak malarz czerpie pewne elementy z przyrody i rysuje obraz, święty Autor tę właśnie myśl z faktu, że najczęściej kobietę uważano za kogoś gorszego. Opisał ją jako osobę, która powstała z boku mężczyzny, z boku Adamowego, z żebra Adamowego, z życia Adamowego, z krwi Adamowej             (por. Rdz 2,21 - 23).

Rozważmy dokładniej tę wielką naukę o jedności mężczyzny i kobiety w małżeństwie i o tym, że ta jedność jest zadaniem, które mamy wykonywać. Można tę prawdę prześledzić przez wiele tekstów Pisma Świętego, a zwłaszcza Nowego Testamentu. Spróbujmy tym razem z Maryją, razem z pierwszym obrazem Adama i Ewy, wejść do naszego domu, wejść do naszych małżeństw i zapytać się: a w jaki sposób my mamy tworzyć tę wspólnotę, jedność naszych osób?

Najpierw powiedzmy o pewnych przeszkodach, o tym co nam utrudnia bycie razem. Wydawałoby się, że nie potrzeba mówić o przeszkodach, przecież niczego tak nie pragnie narzeczony jak być z narzeczoną, niczego nie pragnie narzeczona jak być z narzeczonym. Każdą chwilę chcą być razem. Ale my wiemy dobrze, jak wygląda całe życie małżeńskie, jak wygląda cała historia dwudziesto-, czterdziesto-, pięćdziesięcioletniego małżeństwa i wiemy, że trzeba mówić o przeszkodach, o pewnych trudnościach, które stawiają jakby tamę, które przerywają tę więź wspólnotową. Jakie to są przeszkody?

Najpierw to, co jest w nas, co zasiedliło się w grzechu: każdy z nas chciałby być panem, właścicielem, pierwszym. Owszem potrzebujemy współpracowników. W niektórych środowiskach, przy spotkaniu znajomi nawet nie pytają się: ile zarabiasz? Pytają się najczęściej, ilu masz pod sobą, to znaczy, czy jesteś kierownikiem? Każdy z nas chce być kierownikiem, dowódcą i to jest najtrudniejsze zadanie – uznać drugiego człowieka. Chętniej wynajęlibyśmy na osiem godzin kucharkę, na dwie godziny do prania, na dziesięć godzin do pracy w polu, ale na wszystkie lata, aż do śmierci…? Są ludzie, którzy mówią: możecie pobrać się sezonowo. Trzeba im odpowiedzieć, i to najlepiej w życiu się sprawdza, że jeżeli mieli zamiar pobrać się na jakiś czas, to nigdy się nie pobrali, nie byli ani godziny małżeństwem. Żeby być chociaż godzinę małżeństwem, trzeba od początku powiedzieć: na wieki. Żeby chociaż godzinę rozumieć drugiego człowieka, umieć mu ustąpić, umieć przyjąć jego obecność obok siebie, umieć liczyć się z nim, trzeba od początku powiedzieć: aż do śmierci. Tak powstaje wspólnota osób.

Druga przeszkoda. Bardzo często, zwłaszcza w naszych czasach, utrudnia nam spotkanie wszystko, co nazywamy naszymi zajęciami, pracą zawodową, własnością. W starej historii człowieka małżeństwo było właścicielem i współtwórcą domu, majątku. Można by powiedzieć: chleb wspólny, rola wspólna, dom wspólny, pieniądze wspólne. Łatwiej było jakoś rozumieć, że my jesteśmy razem. Dzisiaj młody człowiek bardzo szybko uwalnia się spod władzy ojca i matki, „idzie na swoje”, bierze pensje. Szkoła zasadnicza, ledwo zasadnicza, już pensja. Bardzo trudno potem pójść do wspólnego, bardzo trudno potem założyć gospodarstwo z żoną, bo ona też ma już swoje. Wprawdzie nie spotkałem jeszcze małżeństwa, gdzie byłby inwentarz spisany, tak jak w biurze: kredens – żony, fotel – męża, lodówka – żony, gazowa kuchenka – męża. Nie widziałem takiego spisu inwentarza. W sercach naszych taki inwentarz funkcjonuje, w sercach naszych ciągle myślimy: moje, twoje, pensja moja, pensja twoja, meble moje, meble twoje. To nam bardzo przeszkadza w tworzeniu wspólnego; a przecież tak Pan Bóg pomyślał małżeństwo.

Na jakich fundamentach budować jedność małżeńską, komunię osób? Jakie są owoce tej komunii oglądane w świetle nauki o stworzeniu człowieka i uświęceniu małżeństwa przez Chrystusa?

Popatrzmy tylko na dwa najbardziej widoczne owoce. Owoc pierwszy, to dzieci. Nie ma takiego przymierza, takiej umowy, że będziemy razem, jaką jednością jest dziecko. Dziecko jest osobą, jest wydarzeniem, jest bogactwem, w którym ty i twoja żona, ty i twój mąż jesteście na wieki razem. Nic nie znaczą prawa, które mówią: można się rozwieść. Mogą prawa ustanawiać wszystko, nie ustanowią jednej, prostej rzeczy – dzieci są na zawsze miejscem, w którym ojciec i matka będą żyli jako jedno, i albo będą w szczęściu to dziecko dalej prowadzić, albo to dziecko unieszczęśliwią. To jest pierwszy, najbardziej czytelny, owoc tego, że jesteśmy razem. Troska o szczęście, o rozwój dziecka jest drogą budowania komunii małżeńskiej, jest drogą uświęcenia rodziców.

Drugi owoc, ten duchowy. Ten, który dzisiaj tak często nazywamy komunią osób. Używamy tego samego określenia jak na komunię naszego zjednoczenia z Jezusem. Współżyjemy z Jezusem, spożywamy Jezusa, to jest komunia nasza z Bogiem. Tak samo jest pomyślane małżeństwo jako komunia. To jest ta duchowa więź, której nie może zniweczyć ani to, że ona dzisiaj się z tobą pokłóciła, ani to, że ty dzisiaj powiedziałeś słowo w nerwach. Żaden grzech nie potrafi zniszczyć tej komunii. Pamiętamy, że ona wypływa z Jezusa, z Eucharystii, z Komunii Świętej, z sakramentu: tam jest nasze źródło i nasza odnowa.       Tam można zawsze trafić, tam pójść i odnowić każdą skazę, każde pęknięcie, każdą słabość. Gdy zastanawiam się nad świętością naszego domu rodzinnego, gdy pytam Matkę Najświętszą: w którym miejscu ja, w sposób szczególny mam dopilnować świętości mojego domu, zapytajmy: czy karmię się komunią z Jezusem, by tworzyć komunię rodzinną? Czy przystępuję często do Komunii przy ołtarzu, by była komunia w domu, przy stole, przy pracy?

Narodzony w Betlejem, z Dziewicy tworzy komunię Świętej Rodziny: Jezusa, Maryi i Józefa. Dom Nazaretański stanowi model komunii każdego rodzinnego domu.

 



Naszą witrynę przegląda teraz 5 gości 

Statystyki