Domowy Kościół Diecezji Łomżyńskiej

  • Zwiększ rozmiar czcionki
  • Domyślny  rozmiar czcionki
  • Zmniejsz rozmiar czcionki

„Niedobrze, by człowiek był sam”

Email Drukuj

ROZMOWY W NAZARECIE IV

Matko, ocal

miłość i życie.

 

Rodzina, miejsce

Święte i uświęcające.

 

„Niedobrze, by człowiek był sam” (por. Rdz 2,18)

 

Spotykamy się na szlaku Nawiedzenia, przy Matce Jezusa i naszej. Treścią tego spotkania staje się to, co nazywamy zatroskaniem o człowieka, to co nazywamy szczęściem ludzkim. Trzeba przypomnieć, w sposób szczególny to zatroskanie dzisiaj, bo jak powiedział Ojciec Święty w telegramie: „budzi się Ojczyzna do nowego życia”. W tym budzeniu się trzeba pilnować, by rzeczywiście do nowego życia budziła się polska wieś, polskie miasto, polska rodzina.

Zastanawiamy się, patrząc na to nowe życie, czy nie pogubimy się, my ludzie, pędząc za rozmaitymi rzeczami, za sprawami, za dorobkiem, za wszelkiego rodzaju udogodnieniami. Pośród tych wszystkich udogodnień i pośród tej bogatej wystawy handlowej, człowiekowi można zgotować pustynię, samotność. Słyszymy o pustce i samotności w najbardziej tłocznych częściach naszych miast, w rozmaitych klubach i zespołach ludzkich, a nawet w rodzinie. Ile to razy skarżą się członkowie rodziny, a najczęściej dzieci, na to, że rodzice nie mieli czasu, na to, że tatuś ze mną nie rozmawiał, że z mamusią to właściwie poważnych tematów nie podjęliśmy. Mamy się budzić do nowego życie, według programu wyznaczonego na całą drogę Nawiedzenia Maryi – ocal miłość i życie, ocal rodzinę, ocal człowieka.

Skąd bierze się ta pustka? Mówi Pismo Święte przy opisie stworzenia: „niedobrze, by mężczyzna był sam” (por. Rdz. 2,18). Źle jest, gdy człowiek jest sam. Musi mieć podobnego do siebie, pomoc jemu podobną. Musi mieć drugiego tak jak on. Pierwszy człowiek patrzył na cały świat, na zwierzęta, które Pan Bóg stworzył i na rośliny, na całe bogactwo ziemi, znał te wszystkie stworzenia, nazywał je po imieniu, ale nie znalazł podobnego do siebie. Stale przeżywał samotność, bo patrzył po rzeczach, po stworzeniu, po tym wszechświecie, bo rozglądał się po tym, co tak wspaniałe, a jednak istnieje nie na poziomie ludzkim. A może powiemy: to dawne czasy, prymitywni ludzie, oni się jeszcze nie rozumieli i stad patrzyli na rozmaite dzieła, stworzenia, te im się podobały. A zróbmy sobie rachunek sumienia; gdzie szukamy dla siebie w tej chwili, pośród wspaniale rozwiniętego świata, gdzie szukamy dla siebie miejsca? Zaczynając od młodych. Z kim się spotykasz na dyskotece? Tak do końca pomyśl – przecież nie wiesz z kim. Gdy wracasz z dyskoteki, wiesz jakie były instrumenty, jakie taśmy, jaka była muzyka. A z kim? No, wszyscy tam są. Gdy się spotkasz na imieninach, na urodzinach i wrócisz do domu; z kim się spotkałeś? Takie trunki, takie mięsa, takie ciasta… wspaniałe meble, wspaniałe obrazy, wspaniały samochód u sąsiadów…. Jesteśmy na poziomie pierwszego człowieka, a może jeszcze niżej, bo mniej tych świateł błyskało przed pierwszym człowiekiem, bo Jahwe stał z boku i pokazywał mu ten świat. Samotny jest człowiek pośród rzeczy. Dlatego musi być pomoc jemu podobna – drugi człowiek.

Dopiero wtedy, gdy uczynił człowieka – jakże dogłębnie, jakże wspaniale tłumaczy ten piszący wiele tysięcy lat temu, pod tchnieniem Ducha Świętego, Autor – jak pięknie odezwał się mężczyzna o tym drugim człowieku: kobiecie. Ona jest tak jak on, z jego boku, z jego życia, z jego tchnienia, z jego krwi (por. Rdz. 2,23). Dopiero wtedy rozjaśniły się oczy Adamowe, został nazwany „mężczyzna, Adamem”, nazwano go do końca człowiekiem i dopiero wtedy wyśpiewał wspaniałą pieśń o drugim, o drugiej, o swojej żonie; ta się nazywać będzie żoną, ta się będzie nazywać „matką żyjących” (por. Rdz. 3,20). Cały czas modlimy się, tak jak Ojciec Święty nam życzył w telegramie, o świętość rodziny: byśmy wzrastali w świętości. W rodzinie wartość pierwsza jest zaakcentowana – człowiek się liczy. Mówimy: oni się pobrali, oni chodzą ze sobą, oni się kochają, oni dali na zapowiedzi. Ludzie, osoby, mężczyzna, kobieta, miłujący się. I gdyby ten język został do końca zachowany i gdybyśmy byli wierni tym pierwszym znakom i zapowiedziom? A jednak, ledwo powiesz – to będzie moja żona, to będzie mój mąż, ledwo zgłosisz i zapiszesz swoje imiona na liście – narzeczony, narzeczona, już za chwilę pędzisz po talerze, po wędliny, po orkiestrę, po suknie. Idę do ołtarza umęczony, zaspany i nie bardzo uświadamiam sobie kto jest obok mnie, a raczej przeliczam, czy nie zabraknie dla gości pożywienia. Taki jest ten nacisk rzeczy już na weselu, już przy ślubie. Można sobie pomylić imię swojego narzeczonego, a raczej pamiętać nazwisko kierowniczki, która wypożyczyła sale. A potem?

Maryja właśnie w taki moment weszła. Troskali się, skąd wziąć wino, skoro się kończy. Nie posłała ich do sklepu. Posłała ich do Swojego Syna – spotkajcie się z Synem. Nie powiedziała: zróbcie szybko zbiórkę pieniędzy, tylko – „posłuchajcie, co On powie” (por. Ew. J 2,5). Wszystko nabiera nowego życia – „woda staje się winem” (por Ew. J 2,9) – gdy ludzie się spotykają, gdy się dosłuchają, gdy się dorozumieją. Bo źle jest człowiekowi być samemu. Ten drugi obok niego jest warunkiem jego szczęścia.

Popatrzmy, w jaką potworną rachubę wepchnął nas współczesny, propagandowy, demagogiczny pomysł? Za jaką cenę wyrzuca się osoby, ludzi, życie z domu? Warunki ekonomiczne. To jest najczęstszy argument, który podsuwa się matce, by zabiła; zakłamany, nawet w oficjalnych badaniach socjologicznych. Faktycznie 10% kobiet kieruje się tym argumentem. A gdy się urodzi? Oczywiście, znów trzeba pracować na chleb, trzeba troszczyć się o to dziecko. Matka jest w domu razem z jej dzieckiem. Ile razy można zauważyć: nawet pieluszki wyprasowane, śpioszki elegancko poukładane, tylko dziecko w swojej psychice nie dopilnowane. Pięknie w szafie, a marnie w jego duszy. Źle jest człowiekowi, gdy jest sam, niedobrze. Musi mieć pomoc jemu podobną, musi być drugi człowiek. Nawet te delikatne i bardzo potrzebne gesty pielęgnacyjne, właśnie pranie i gotowanie, muszą być podporządkowane pierwszej zasadzie: być człowiekiem, widzieć człowieka, widzieć dziecko, widzieć męża, widzieć żonę. O czym się dzisiaj mówi najczęściej? Jest takie słowo, bardzo modne, to słowo zapożyczone z angielskiego – „marketing”, czyli handel. To, o to chodzi, że w tym handlu najmniej liczy się człowiek, najmniej liczy się uczciwość, najmniej liczą się przykazania Boże. Byle tylko zdobyć zarobek. Jest bieda, ale ta bieda najbardziej dotyka człowieka, gdzie jeden do drugiego odwraca się plecami, patrzy na rzeczy, nie widzi człowieka. Tam jest bieda. Trzeba sobie spojrzeć w oczy, trzeba wrócić do tego wspaniałego spotkania Maryi i Elżbiety, Maryi i gości w Kanie Galilejskiej, wrócić do domu w Nazarecie. Tam popatrzeć jak ludzie się spotkali: jak się wyczuwają, jak się widzą, jak na siebie liczą, jak ze sobą się liczą, jak dla siebie żyją. To jest wspaniałe, Boże zaproszenie na wzrost ku świętości, na wzrost ku spotkaniu z Bogiem.

 



Naszą witrynę przegląda teraz 5 gości 

Statystyki