Świadectwa ORAR I - KLUCZBORK 2026 r.
Jesteśmy małżeństwem od niemal 26 lat. Mamy 5 dzieci. We wspólnocie Domowego Kościoła od roku, poprzedzonym 4 letnim pilotażem. Rok temu przeżyliśmy Oazę Rodzin I stopnia. W tym roku początkowo nie planowaliśmy żadnych rekolekcji, ale mąż dał propozycję krótszych i wybraliśmy ORAR I w Kluczborku. Na miesiąc przed rekolekcjami mąż został skierowany na operację na nerce, która miała być wykonana na tydzień przed wyjazdem. Mimo to, nie odwołaliśmy udziału (na zasadzie może operacja się nie odbędzie, albo jakoś to będzie). Operacja odbyła się, a my po tygodniu byliśmy już na rekolekcjach.
Jola i Boguś
Na rekolekcje jechałam bez żadnych oczekiwań, (choć w sercu zawsze jest jakieś zapomniane pragnienie, może głęboko ukryte…), do końca zakładałam, że wyjazd może się nie udać. Bez fajerwerków, bez szczególnych doznań, raczej w suszy przeżywałam każdy punkt rekolekcji, choć cieszyłam się, że jestem tu gdzie jestem. Katechezy Księdza były dla mnie oparciem i potwierdzeniem dla moich wcześniejszych dociekań i wyobrażeń odnośnie logiki Miłości Boga do mnie. Nie umiem powiedzieć, że usłyszałam, czy poznałam że „Bóg do mnie coś powiedział…”. Po raz kolejny przekonałam się że moje życie jest jak warsztat rzemieślniczy w Jego rękach. Nie umiem cierpliwie Go słuchać, więc On mówi do mnie przez ludzi i wydarzenia. I tak wykuwa we mnie swoje dzieła, a ja po jakimś sporym czasie dostrzegam to i nawet potrafię się zachwycić. Wiem, że czas rekolekcji stał się dla naszego małżeństwa dobrym czasem, chociaż z samego faktu zatrzymania się i odpoczynku, bo naprawdę sporo mamy codziennych obowiązków. Wiemy, że ten przeżywany czas rekolekcji jest przejściem, a owoce będą zbierane podczas naszej dalszej codzienności, aby tylko umieć je dostrzec i przyjąć. I mogę potwierdzić, że to ukryte pragnienie, które było od wielu lat w sercu, o którym prawie zapomniałam, bo stwierdziłam, że jest niemożliwe do przejścia, po powrocie z rekolekcji zostało zaspokojone. Teraz wiem, że podczas małżeńskiej adoracji Jezus dotknął naszych serc i uleczył rany, które szczególnie mi nie pozwalały w pełni cieszyć się życiem małżeńskim. Bóg jak daje, to z taką hojnością, że człowiekowi nawet się nie śni, że może tyle otrzymać. Wróciłam do tego samego domu, ten sam mąż, ta sama codzienność, a jednak patrzę na wszystko od nowa.
Jola
Rekolekcje stały się dla mnie odpoczynkiem od rutyny codzienności, od trudów psychicznych związanych z miejscem mojej pracy. Podobnie jak żona, do końca nie wiedziałem, czy rekolekcje będą możliwe w związku z moją operacją tuż przed wyjazdem. Dobroć Boga, o której tak bardzo trafnie opowiadał Ksiądz na katechezach, po raz kolejny stała się i moim udziałem. Rekolekcje były dobrym czasem dla mnie, dla naszego małżeństwa. I podobnie jak poprzednie rekolekcje, tak i te zaowocują w życiu dopiero po powrocie do codziennego życia. Ważne jest to, aby je dostrzec, przyjąć i karmić się, idąc wciąż do przodu.
Boguś


